Stanisław Lanckoroński herbu Zadora pochodzący z Brzezia na Lanckoronie w Małopolsce. Urodził się w 1590 roku. Syn Jana, chorążego podolskiego i Barbary Kalinowskiej. Dzieciństwo jego jest nieznane. Wraz ze swoją żoną Aleksandrą, córką Zbigniewa z Rokitnicy doczekał się dziewięciorga dzieci.

20 czerwca 1624 roku, w wieku 34 lat, uczestniczył w bitwie pod Martynowem pod dowództwem hetmana polnego koronnego Stanisława Koniecpolskiego, który dysponował 5000 żołnierzy. Siły Chanatu Krymskiego 10000 żołnierzy. Murza Kantimir na czele Nogajów wdarł się od strony Wołoszczyzny na Pokucie opodal Śniatynia i ruszył ze swoją armią tatarską w głąb kraju. Tatarzy przeprawili się przez Dniestr i dotarli, aż do środkowej Małopolski, którą splądrowali docierając do Sędziszowa i Krosna. Palono kościoły i wsie (w Urzejowicach, Gniewczynie, Sieteszy, Gaci, Markowej, Kosinie), a ludność zabierano w jasyr. 20 czerwca doszło do bitwy pod Martynowem. Orda tatarska została rozbita i poniosła niebotyczne straty. Stanisłwa Lanckoroński brał także udział w starciach pod Bełzem i w rozbiciu czambułów chana tatarskiego Gałgi.

W latach 1626-1629 podczas wojny polsko-szwedzkiej o ujście Wisły Stanisław Lanckoroński stając w pierwszych szeregach pod komendą hetmana polnego koronnego Stanisława Koniecpolskiego okrył się wielką sławą zdobywając wrogi okręt.

W 1635 roku, a więc będąc w kwiecie wieku – miał już 45 lat – wybrał się w podróż odprawiając swoje peregrinatio academica (peregrynacja akademicka). Podróż edukacyjna była powszechnie stosowana wśród młodzieży szlacheckiej i magnackiej, która przygotowywała się do pełnienia publicznych urzędów, służby w wojsku i reprezentacji rodu, tzw. „szkoła życia, świata i manier”. Stanisław Lanckoroński studiował w Lejdzie oraz w Orleanie. Francuski Orlean słynął z wybitnej tradycji prawniczej, gdzie szlachta skupiała się głównie na nauce prawa rzymskiego i kanonicznego oraz znajomości ustrojów państw europejskich. Na uniwersytecie w Lejdzie oraz Orleanie uczono się łaciny, która była uniwersalnym językiem dyplomacji i nauki tamtej epoki, a także języka francuskiego, który był niezastąpiony w poruszaniu się po europejskich dworach. Uczono także retoryki, debatowania oraz prowadzenia korespondencji dyplomatycznej. W XVII wieku Lejda była jednym z najważniejszych ośrodków myśli inżynieryjnej i wojskowej. Oprócz nauk humanistycznych wykładano tam również matematykę, geometrię oraz architekturę wojskową, które szczególnie upodobał sobie Stanisław Lanckoroński. Zdobył tam wiedzę teoretyczną w zakresie inżynierii budowy fortyfikacji oraz taktyki wojskowej i sztuki oblężniczej co w późniejszych latach niezwykle przydało mu się w dowodzeniu wojskiem i prowadzeniu kampanii wojennych.

W 1637 roku Stanisław Lanckoroński był posłem na Sejm nadzwyczajny, który został zwołany przez króla Władysława IV Wazę. Obrady Sejmu trwały od 20 stycznia do 4 marca 1637 roku. Na marszałka wybrano Kazimierza Leona Sapiehę, pisarza wielkiego litewskiego. Posłowie debatowali głównie nad „ekscesami” (postulatami zmiany niewłaściwych rozwiązań). W efekcie nie podjęto żadnych spraw z listy propozycji królewskich. Z powodu braku przedłużenia obrad Sejm zakończył się bez żadnych uchwał.

Rok 1641 był przełomowy dla kariery Stanisława Lanckorońskiego. Zdobył wtedy wysoki szacunek w stanie rycerskim. Jego powiązanie z dworem królewskim umocniło się dzięki sprawowaniu funkcji poselskich oraz udziałowi w sejmach (m.in. w 1637 r. i 1641 r., ale także później w 1642 r. i 1643 r.), gdzie reprezentował województwa sandomierskie i ruskie. W uznaniu za zasługi wojskowe dla ojczyzny, sławę, działalność publiczną i zdobyte wykształcenie otrzymał godność dworzanina królewskiego oraz jeszcze tego samego roku osiągnął swój cel – król Władysław IV mianował go starostą skalskim.

Starostwo skalskie z siedzibą w Skale Podolskiej (zwanej dawniej Skałą nad Zbruczem) było jednym z kluczowych, nadgranicznych starostw niegrodowych Rzeczypospolitej, leżącym w województwie podolskim. Leżało ono na tzw. Czarnym Szlaku – jednej z głównych tras, którymi wdzierały się czambuły tatarskie oraz zagony kozackie do Rzeczypospolitej. Warto wspomnieć, że siedzibą starostwa był majestatyczny zamek umiejscowiony na potężnym, skalnym cyplu otoczonym zakolem rzeki Zbrucz. Zamek ten na początku XVI wieku został odbudowany i znacznie rozbudowany przez przodka Stanisława – również Stanisława Lanckorońskiego, wojewodę sandomierskiego i starostę kamienieckiego. Było to zatem przekazanie tej kresowej placówki z powrotem w ręce rodu, który dbał o jej obronność. Stanisław Lanckoroński miał za zadanie utrzymywać na zamku stałą załogę, dbać o zapasy broni i prochu oraz organizować lokalny system ostrzegania i obrony przed pogańskim zagonem.

Starostwo niegrodowe było królewszczyzną oddawaną w dzierżawę zasłużonym szlachcicom oraz magnatom. Stanisław Lanckoroński, stając się starostą skalskim, miał z tego tytułu nie tylko obowiązki do spełnienia, ale także prawo do pobierania dochodów z podatków, opłat targowych, myta, jurysdykcji nad poddanymi oraz z dóbr ziemskich (wsi i folwarków) należących do starostwa. Dochody te stanowiły oficjalną rekompensatę od króla za służbę wojskową i publiczną, pozwalając na wystawianie własnych pocztów i chorągwi husarskich.

Nadanie starostwa skalskiego przez króla Władysława IV Wazę w 1641 roku (wraz z tytułem dworzanina królewskiego) było wyrazem monarszej łaski i oficjalnym wejściem Lanckorońskiego do kręgu kluczowych rządców i obrońców granicy wschodniej.

W 1646 roku Lanckoroński objął urząd kasztelana halickiego, stając się senatorem Rzeczypospolitej. Ziemia halicka ze stolicą w Haliczu stanowiła serce dawnego Księstwa Halickiego i kluczowy obszar województwa ruskiego. Było to przedmurze kresowe, bezpośrednio narażone na zniszczenia z powodu przebiegającego tędy szlaku najazdów tatarskich. Kasztelan halicki cieszył się wielkim szacunkiem lokalnej szlachty zgromadzonej na sejmikach w Haliczu, odgrywając kluczową rolę w organizowaniu pospolitego ruszenia.

Kasztelania halicka należała co prawda do kasztelanii mniejszych w ramach województwa ruskiego, ale dawała szerokie możliwości polityczne. Od tej pory Lanckoroński miał prawo głosu w radzie królewskiej, uzyskując bezpośredni wpływ na decyzje dotyczące obronności kraju oraz polityki zagranicznej. Przyniosło to wielki prestiż rodowi Lanckorońskich, stanowiąc zarazem kontynuację rodzinnej tradycji – kasztelanami halickimi byli bowiem także przodkowie i krewni Stanisława (m.in. jego dziad, również Stanisław, dający przykład wiernej służby Rzeczypospolitej i ochrony jej południowo-wschodnich rubieży).

Zdobycie tak wysokich stanowisk było w Rzeczypospolitej niezwykle trudne ze względu na ogromną konkurencję magnacką. Potężne rody, takie jak Lubomirscy, Zamoyscy, Wiśniowieccy czy Koniecpolscy, miały pierwszeństwo do najwyższych godności państwowych i wojskowych. Lanckoroński – choć pochodził z rodu bardzo poważanego i zasłużonego, lecz niemającego aż tak znacznych wpływów politycznych – musiał piąć się po szczeblach kariery ciężką pracą: broniąc ojczyzny, służąc na dworze królewskim cenną radą oraz aktywnie uczestnicząc w sejmach.

W grudniu 1647 roku Bohdan Chmielnicki na czele grupy zaufanych ludzi zbiegł na Sicz Zaporoską. W styczniu 1648 roku opanował Sicz, wycinając tamtejszy polski garnizon, po czym został obwołany hetmanem zaporoskim. Tak rozpoczęło się Powstanie Chmielnickiego.

Do pierwszego starcia doszło nad Żółtymi Wodami, gdzie wydzielony z Czehrynia pododdział wojska polskiego poniósł druzgocącą klęskę – głównie w wyniku zdrady i przejścia wojsk kozaków rejestrowych na stronę Chmielnickiego. Ciężko ranny syn hetmana wielkiego koronnego, Stefan Potocki, dostał się do niewoli, gdzie wkrótce zmarł. Główne siły koronne pod dowództwem hetmanów Mikołaja Potockiego i Marcina Kalinowskiego, stacjonujące w rejonie Czerkas, podjęły odwrót w stronę Korsunia. Połączone siły kozacko-tatarskie (z Tatarami pod dowództwem Tuhaj-beja) wciągnęły wojska kwarciane w zasadzkę pod Korsuniem. Polskie siły zostały rozbite, a obaj hetmani trafili na dwa lata do tatarskiej niewoli.

W tym samym czasie (20 maja 1648 r.) zmarł król Władysław IV Waza. Powstanie rozlało się na całą Ukrainę i Wołyń, a trudne położenie Rzeczypospolitej stało się trampoliną dla kariery Stanisława Lanckorońskiego. Jego doświadczenie wojskowe i autorytet senatorski okazały się kluczowe dla państwa.

17 stycznia 1649 roku na Wawelu w Krakowie został oficjalnie koronowany Jan II Kazimierz. Jedną z pierwszych decyzji nowego króla było mianowanie Lanckorońskiego kasztelanem kamienieckim oraz jednym z trzech regimentarzy wojsk koronnych, co wprowadziło go do ścisłego grona najważniejszych dowódców Rzeczypospolitej.

Kasztelania kamieniecka zaliczała się do kasztelanii większych (krzesłowych), co dawało Stanisławowi Lanckorońskiemu wysoki mandat w Senacie i znaczny wpływ na politykę obronną państwa. Twierdza w Kamieńcu Podolskim stanowiła bramę do Rzeczypospolitej i główny bastion obrony przed Imperium Osmańskim, Tatarami oraz Kozakami.

W 1649 roku Stanisław Lanckoroński wraz z dwoma pozostałymi regimentarzami – Andrzejem Firlejem i Mikołajem Ostrorogiem – oraz przy wybitnym, faktycznym przywództwie księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, przez 56 dni bronił Zbaraża przed wielokrotnie liczniejszymi siłami kozacko-tatarskimi. Twardy opór umożliwił nadejście odsieczy pod wodzą samego króla Jana Kazimierza, co doprowadziło do bitwy pod Zborowem i podpisania ugody zborowskiej. Wzbudziła ona jednak niezadowolenie obu stron i okazała się nietrwała, prowadząc do wznowienia walk w 1651 roku.

Bohaterska obrona Zbaraża została doceniona przez króla – w 1650 roku Stanisław Lanckoroński awansował ze stanowiska starosty kamienieckiego na wojewodę bracławskiego. Objęcie tego urzędu w województwie leżącym w samym centrum powstańczych działań było nie tylko honorem, ale i wielkim wyzwaniem wojskowym. Dowiodła tego już kolejna zima 1651 roku oraz wyprawa Lanckorońskiego u boku hetmana polnego koronnego Marcina Kalinowskiego.

Na mocy traktatu zborowskiego (1649) Bracławszczyzna stała się autonomią kozacką. W rezultacie polska szlachta i magnateria były stamtąd wypędzane, a ich majątki zajmowane przez dotychczasowych poddanych bądź palone i grabione. Zarządzanie tym regionem nie polegało na pobieraniu podatków i doglądaniu folwarków przy kielichu, lecz wymagało twardych działań wojennych i dyplomacji z mieczem w ręku. Jako wojewoda Lanckoroński odpowiadał za organizację obrony sąsiednich ziem Korony przed zagonami tatarskimi i powstańcami.

Największe zagrożenie w tym regionie stanowił kozacki pułk bracławski pod dowództwem Danyła Nieczaja, któremu Bracławszczyzna podlegała zarówno wojskowo, jak i administracyjnie. Nieczaj długo sprzeciwiał się postanowieniom traktatu zborowskiego, zwłaszcza w kwestii oddzielenia „czerni” od Wojska Zaporoskiego, czym zyskał ogromną popularność wśród mas. Nic więc dziwnego, że to właśnie tam powstało najwięcej kup swawolnych, spalono najwięcej dworów i wymordowano najwięcej szlacheckich rodzin.

Gdy Danyło Nieczaj zajął Murachwę i Szarogród, w odpowiedzi na posunięcia kozackiego pułkownika oraz masowe mordy hetman polny Marcin Kalinowski ruszył do boju na czele 12-tysięcznego wojska wyborowych, zaprawionych w bojach żołnierzy, mając u boku doświadczonego wojewodę. W lutym 1651 roku trzy chorągwie pod dowództwem Stanisława Lanckorońskiego zaatakowały Krasne. Była to noc zapustna, więc mieszkańcy hucznie świętowali, nie spodziewając się szturmu.

Początkowo zaskoczenie obecnością wojsk koronnych przechylało szalę zwycięstwa na stronę polską. Z czasem jednak Kozacy, przy zaciętym wsparciu mieszczan, zaczęli zdobywać przewagę. Starcie mogło zakończyć się porażką, gdyby nie brawurowe i niespodziewane wsparcie oddziału szlachty podolskiej pod dowództwem rotmistrza i pisarza polnego koronnego Adama Hieronima Kazanowskiego. Obrońcy Krasnego wpadli w panikę i zostali rozbici; śmierć poniósł także sam Danyło Nieczaj. W mieście doszło do masakry, w której zginęło około 7 tysięcy Kozaków i mieszkańców.

Następnie przystąpiono do oblężenia miejscowego zamku, które trwało tydzień. Kozacy stracili jednak wiarę w zwycięstwo i pod osłoną nocy podjęli próbę ucieczki, co skończyło się dla nich tragicznie. Na zgliszczach i gruzach spalonego Krasnego wojsko koronne biwakowało przez cztery dni, po czym ruszyło w dalszą drogę.

Kolejnym celem wyprawy była Murachwa, która poddała się bez walki. Podobnie było z następnymi miejscowościami – Szarogród oraz Czerniowce również się poddały, składając przysięgę królowi. Widać, że szok po śmierci Danyły Nieczaja był niemały, a strach przed losem Krasnego i jego mieszkańców odbierał wolę walki ludziom z tego regionu.

Dywizja Marcina Kalinowskiego przenocowała w Czerniowcach, po czym ruszyła w kierunku miasta Ściana, spodziewając się podobnej reakcji miejscowej ludności. Jednak niespodziewanie chłopi stawili opór – używając samopałów, łuków i armat, próbowali zatrzymać wojsko korone, przy okazji obelżywie wypinając pośladki. Wojsko sprawnie poradziło sobie z przeciwnikiem, tracąc jedynie dwóch żołnierzy i równie sprawnie zajęło dolne miasto.

Problem stanowiło górne miasto z zamkiem, ufortyfikowane na stromym zboczu góry, do którego podejście było niezwykle trudne. Doszło do kilkugodzinnych pertraktacji, w wyniku których obrońcy mieli zapłacić okup w wysokości 4000 czerwonych złotych i złożyć przysięgę królowi. Kalinowski im nie ufał – i słusznie, ponieważ dzień po zwinięciu oblężenia zjawili się posłańcy z zaledwie 1000 złotych. Hetman honorowo nie przyjął okupu, odprawił posłańców i odstąpił od miasta. Odchodząc, zostawił jednak w ukryciu trzy chorągwie. Te zdobyły twierdzę fortelem, gdy zadowoleni chłopi zaczęli wychodzić z murów. Tak oto walczono podstępem i sprytem.

Następnym celem stał się Jampol – miasto silnie ufortyfikowane niczym twierdza, położone na wzgórzu nad Dniestrem. Było ono prawdziwym siedliskiem wszelkiej maści łotrów i rabusiów, a słynęło z tego, że Kozacy przechowywali w nim swoje skarby. W kierunku Jampola wysłano silny podjazd złożony z chorągwi Koniecpolskiego i Lanckorońskiego, pod dowództwem tego drugiego. Po układzie zborowskim miasto znajdowało się na terytorium kontrolowanym przez wojsko kozackie i posiadało kozacką załogę.

Zdobycie tak silnych umocnień siłami samego zagony kawaleryjskiego miało małe szanse powodzenia. Lanckoroński znalazł jednak na to sposób. Fortel polegał na wysłaniu przodem zaciężnego Wołocha, dobrze znanego załodze. Ów Wołoch udał, że przybywa od Chmielnickiego, ostrzegł obrońców przed zbliżającymi się od północy Polakami, a następnie – pod osłoną głębokiej nocy – otworzył główne bramy miejskie. Kozacy całą czujność obrócili na północne szańce, zostawiając główną bramę niemal bez obrony. Chorągwie Lanckorońskiego uderzyły na miasto, wycinając Kozaków i zdobywając bogaty łup. Zdobycz była niebotyczna: w samym tylko domu greckiego kupca znaleziono 60 000 złotych, a Hetmanowi z tej wyprawy przywieziono armaty i proch.

Kalinowski chciał spędzić resztę zimy ze swoją dywizją w Winnicy. Po trzech dniach odpoczynku w Czerniowcach wyruszył w tamtym kierunku. Dopiero w pobliżu Winnicy zorientował się, że miasto nad Bohem jest obsadzone przez 3000 Kozaków pod dowództwem znanego i zdolnego pułkownika Iwana Bohuna. Hetman pchnął tam mocny podjazd składający się z dwóch chorągwi pod dowództwem Stanisława Lanckorońskiego.

Kozacy zajęli pozycje po swojej stronie Bohu. Lanckoroński uderzył, lecz jego atak się nie powiódł – Bohun kazał wcześniej wyrąbać przeręble w rzece i dla niepoznaki zakryć je słomą. Lanckoroński stracił kilkunastu żołnierzy oraz wiele koni i musiał się wycofać.

Kalinowski poczekał na artylerię i uderzył dopiero 12 marca. Oblężenie trwało kilka dni, aż w końcu pod Winnicę dotarła odsiecz licząca 10 000 Kozaków. Pojawili się oni nagle, podczas kolejnego szturmu, przez co wojsko koronne znalazło się w bardzo niebezpiecznym położeniu. Sytuację uratował Stanisław Lanckoroński, który na czele kilkudziesięciu dragonów i kilku chorągwi ruszył przez most na Bohu. Ostrzelał nadchodzących Kozaków, uniemożliwiając im opanowanie przeprawy i zmuszając do pozostania na przeciwległym brzegu. Dopiero około północy dywizja Kalinowskiego rozpoczęła odwrót w kierunku Baru.

Kozacy jednak nie odpuszczali i pościg trwał. Dywizja Kalinowskiego dotarła do Baru, ale szybko ruszyła dalej, ku Kamieńcowi Podolskiemu. Sam Bar został zajęty, ograbiony i spalony. Jednak nawet Kamieniec nie gwarantował bezpieczeństwa wojskom Kalinowskiego, podjęto więc decyzję o odwrocie pod Sokal. Po drodze doszło do bitwy pod Kupczyńcami, gdzie oddziały Lanckorońskiego i Koniecpolskiego uderzyły na pościg tatarsko-kozacki, a przy wsparciu pozostałych chorągwi odniosły zwycięstwo.

Do Sokala wynędzniałe wojsko dotarło 22 maja. Obraz, jaki przedstawiało, był zatrważający. Z korpusu liczącego pierwotnie 12 tysięcy dobrze wyszkolonych i wyekwipowanych żołnierzy pozostało około 6000 wycieńczonych, zmęczonych i zagłodzonych ludzi. Utracono tabory (w tym skarby zdobyte w Jampolu), wiele koni, sprzęt wojenny oraz artylerię. Pierwszy zastępca Kalinowskiego, Stanisław Lanckoroński, był głęboko zawiedziony decyzjami hetmana, który doprowadzał do licznych kłótni, całkowicie ignorując zdanie starszyzny. Gdyby nie podjęto niepotrzebnej walki pod Winnicą lub wcześniej się wycofano, kampanię uznano by za zwycięską.

Wśród polskich dowódców tego okresu wielu wzbudzało wielkie zaufanie żołnierzy. Lanckoroński wciąż do nich nalażał, co zresztą szybko udowodnił pod Beresteczkiem. Marcin Kalinowski natomiast swoimi dalszymi decyzjami doprowadził do wielkiej tragedii w bitwie pod Batohem — całkowitej masakry wojsk kwarcianych, za co zapłacił własnym życiem i wieczną niesławą.

W międzyczasie trwały przygotowania do starcia z armią hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego. Już 13 kwietnia 1651 roku król Jan Kazimierz wyruszył z Warszawy wraz z własnym dworem, gwardią królewską i nadworną chorągwią husarską (liczącą 400 ludzi, w której służyli synowie najznamienitszych rodów Rzeczypospolitej). Najpierw dotarł do Lublina, gdzie zaczęły przybywać oczekiwane chorągwie z nowego zaciągu. 16 maja król przybył do Sokala na czele 6000 żołnierzy i objął naczelne dowództwo nad gromadzącą się armią koronną oraz pospolitym ruszeniem. Zgromadzona tam siła liczyła 80 tysięcy żołnierzy, z czego połowę stanowiło pospolite ruszenie. Warunki obozowe były jednak bardzo trudne — obozowisko przy tak ogromnej liczbie ludzi szybko zamieniało się w błoto pełne nieczystości. Król, zauważywszy to i chcąc zapobiec wybuchowi epidemii oraz ubiec przeciwnika w wyborze dogodnego miejsca bitwy, podjął decyzję o wymarszu.

15 czerwca w godzinach porannych ruszono pod Beresteczko. Największym wyzwaniem logistycznym okazuje się transport taborów, których koła — jak pisał jeden z uczestników wyprawy — przypominały wieloboki o tylu bokach, ile miały szprych. Łatwo to sobie wyobrazić: 1,5 miliona koni i 500 tysięcy wozów taborowych ruszających rankiem w gęstej mgle po bezdrożach. Towarzyszyły temu odgłosy zwierząt, skrzypienie wozów i krzyki sfrustrowanych ludzi. Wozy wpadały na siebie i przewracały się, łamały się osie, a ludzie kłócili się i bili — wszystko to zlewało się w „jeden głuchy i przeciągły łoskot, jak daleki grzmot w gradowej chmurze […]. Wozy poruszały się w ogromnym ścisku, wśród walk i przekleństw, w zamęcie i chaosie, który każdego chwytał w swój wir i odbierał rozum i przytomność”. Widok ten przypominał Apokalipse. Wszystkie decyzje zostały już podjęte — król mógł tylko stać, obserwować to wszystko i żarliwie się modlić.

25 czerwca armia koronna z pospolitym ruszeniem i taborami, pokonawszy 90 kilometrów, dotarła pod Beresteczko. Polacy zajęli stanowiska i wybudowali obóz. Od zachodu osłaniała ich rzeka Styr, od północy przyszłe pole walki zabezpieczała rzeka Płaszówka, a od południa gęste lasy. Ustawienie to chroniło tyły obozu, a zarazem ograniczało przestrzeń, nie pozwalając przeciwnikowi na pełne rozwinięcie szyków.

Zanim doszło do bitwy, warto wspomnieć, że wieści docierające z głębi kraju były bardzo niepokojące — zwłaszcza te o buncie w okolicach Nowego Targu. Zbuntowani chłopi pod wodzą Aleksandra Leona Kostki-Napierskiego zdołali opanować zamek w Czorsztynie, skupiając wokół siebie kilkudziesięciu zbójników, a nawet szlachcica Gocławskiego. Król podjął trudną decyzję o wysłaniu 2000 żołnierzy pod dowództwem koniuszego koronnego Aleksandra Michała Lubomirskiego w celu zaprowadzenia porządku. Wyprawienie takiego oddziału w przededniu wielkiego starcia świadczy o tym, jak bardzo obawiano się chłopskich rozruchów w rdzennej Polsce.

28 czerwca 1651 roku rozpoczęła się bitwa pod Beresteczkiem, która miała rozstrzygnąć konflikt polsko-kozacki. Była to jedna z największych bitew ówczesnego świata. Na placu boju stanęły dwie potęgi: 80-tysięczna armia polska i 100-tysięczna armia tatarsko-kozacka. Bitwa zaczęła się niemal baśniowo — chan Islam III Girej wysłał oddział rozpoznawczy, co szybko przerodziło się w swoisty turniej rycerski. W harcach brało udział po kilkuset jeźdźców z obu stron. Celem nie było bezmyślne zabicie przeciwnika, lecz wyeliminowanie go z walki, wzięcie żywcem, a przede wszystkim zaprezentowanie własnego kunsztu bojowego, zręczności i siły. Turniej zakończył się jednak śmiercią Tatara, który spadł martwy z konia z głową skierowaną w stronę własnych wojsk. Przesądni Tatarzy uznali to za zły omen przepowiadający niechybną klęskę.

Gdy Tatarzy uderzyli zwartą siłą kilku czambułów, szyjąc z łuków, z ust polskich dowódców padły komendy:
— Uciszcie się!
— Naciśnijcie czapki i hełmy!
— Ściśnijcie kolano z kolanem!
— Szable na temblaki!
— Szable w ręce!

Na rozkaz króla 2000 żołnierzy ruszyło na przeciwnika. Husaria, rozbijając czambuły tatarskie, zapędziła się aż pod wzgórza opanowane przez nieprzyjaciela. Gdy Tatarzy przeszli do natarcia, kontratak wyprowadzili Jeremi Wiśniowiecki oraz Stefan Czarniecki. Orda wycofała się za Płaszówkę, co zakończyło pierwszy dzień bitwy.

Drugi dzień, 29 czerwca, był czasem potężnego starcia kawalerii, w którym wielce odznaczył się Stanisław Lanckoroński. Była to największa bitwa kawaleryjska owych czasów — do walki stanęło 45 tysięcy jeźdźców tatarsko-kozackich przeciwko niewiele ustępującej im liczebnie konnicy polskiej. Chorągwie pod dowództwem Stanisława Lanckorońskiego i Stanisława „Rewery” Potockiego odrzuciły harcowników aż na wzgórze znajdujące się na wprost obozu. Niezwykle aktywny był tego dnia także Jeremi Wiśniowiecki. Poległo około 300 żołnierzy polskich i ponad 1000 wojowników tatarskich, w tym znani dowódcy, tacy jak Tuhaj-bej czy Mehmet Gerej. Chan miał poważne powody do niepokoju.

30 czerwca padło rozstrzygnięcie. Kanclerz Albrecht Radziwiłł tak opisał ten moment: „Nadszedł więc upragniony dzień, w którym los religii katolickiej, Rzeczypospolitej, króla i, żeby prawdę powiedzieć, całego chrześcijaństwa zawisł od beresteckich pól”.

Prawe skrzydło tworzyły pułki hetmana wielkiego koronnego, wojewody bracławskiego Stanisława Lanckorońskiego, marszałka koronnego Jerzego Lubomirskiego, chorążego koronnego Aleksandra Koniecpolskiego i podkanclerzego litewskiego Leona Kazimierza Sapiechy. Dowodzenie nad nim powierzono Stanisławowi Lanckorońskiemu. Można zatem śmiało uznać, że król bardzo cenił jego doświadczenie i na nim polegał. Lewe skrzydło należało do hetmana polnego koronnego Marcina Kalinowskiego, wojewody ruskiego księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, wojewody podolskiego Stanisława Rewery Potockiego, wojewody brzeskiego Jana Szymona Szczawińskiego, wojewody krakowskiego księcia Władysława Dominika Zasławskiego i Jana Zamoyskiego. Oficjalnie dowodził nim Kalinowski, lecz faktyczne kierownictwo sprawował Jeremi Wiśniowiecki. W centrum ustawiono wojsko zaciągu cudzoziemskiego wzmocnione husarią — była to nieco wysunięta do przodu dywizja królewska. W pierwszej linii król umieścił artylerię złożoną z dział regimentowych, haubic, szrotownic oraz tzw. organków (wielolufowych dział stanowiących prototyp broni maszynowej). Długość frontu wynosiła 4,5 kilometra. Rozmieszczanie wojsk odbywało się w gęstej mgle i trwało kilka godzin. Gdy mgła opadła, ukazała się cała potęga armii polskiej — po raz pierwszy oba wojska widziały się w pełnej okazałości.

Przez większość dnia żadna ze stron nie ruszyła ze swoich pozycji. Dopiero po południu, widząc, że przeciwnik zaczyna okopywać tabory, przygotowując się do obrony, Jeremi Wiśniowiecki poprosił monarchę o zgodę na atak. Król wyraził zgodę i książę Jeremi — bez zbroi i hełmu, z rozwianym włosem — uderzył na czele swojej husarii. Jan Kazimierz wydał także rozkaz natarcia Lanckorońskiemu, lecz ten słusznie zauważył, że niesie to ryzyko wpadnięcia w zasadzkę w lesie szczyrowickim, i odmówił wykonania manewru. W tej sytuacji król nakazał atak centrum: wolno poruszającej się artylerii oraz dragonom i piechurom, którzy celnie razili wroga z muszkietów. Ten ruchomy mur, działający precyzyjnie niczym machina wojenna, parł powoli naprzód, odpierając wszelkie zamachy Tatarów. Przerażony chan dał sygnał do odwrotu. Wówczas Lanckoroński rozbił prawym skrzydłem jego straż przednią. Uciekający chan porwał ze sobą Bohdana Chmielnickiego — tak dobiegło końca główne starcie pod Beresteczkiem.

To nie był jednak koniec wyprawy beresteckiej. Na polu bitwy pozostał tabor kozacki liczący 60 tysięcy mężczyzn (oraz — jak się później okazało — kobiety i dzieci). Król zdecydował się na oblężenie. Kilkukrotnie Kozacy wysyłali posłów z błaganiem o przebaczenie, lecz bezskutecznie. 10 lipca Jan Kazimierz nakazał szturm, wysyłając Stanisława Lanckorońskiego na drugi brzeg Płaszówki, aby otoczył tabor ciasnym pierścieniem. Powstrzymania Lanckorońskiego podjął się Iwan Bohun. Wraz z nim na przeprawę udała się starszyzna kozacka, co pozostali w taborze uznali za ucieczkę dowódców. Wybuchła panika: rozbito straże, rozerwano łańcuchy i otwarto bramy. Kozacy zaczęli w popłochu uciekać, tratując się nawzajem i tonąc na przeprawach. Bohun zawrócił, próbując opanować sytuację, lecz bezskutecznie i sam musiał się ratować. Rozpoczęła się rzeź, w której zginęło około 30 tysięcy Kozaków. Zwycięstwo nad połączonymi siłami wroga było bezsporne, a Rzeczpospolita zawdzięczała je głównie królowi Janowi Kazimierzowi, który udowodnił, że jest wybitnym strategiem i nieustępliwym monarchą.

Niestety, po zakończeniu walk pospolite ruszenie rozeszło się do domów. Wojska korowne ruszyły na Ukrainę, gdzie w Białej Cerkwi połączyły się z siłami litewskimi hetmana Janusza Radziwiłła, który wcześniej zajął Kijów. We wrześniu 1651 roku doszło do bitwy pod Białą Cerkwią. Lanckoroński brał udział w manewrach i walkach osłonowych wokół kozackiego obozu. Mimo że Chmielnicki zdołał ponownie zgromadzić znaczne siły, nie doszło do walnej bitwy i nie zadano Kozakom ostatecznego ciosu. Powodem było skrajne wyczerpanie obu stron. Przedłużający się pat i widmo zbliżającej się zimy zmusiły przeciwników do rokowana, które doprowadziły do podpisania ugody w Białej Cerkwi. Rejestr kozacki zmniejszono o połowę (z 40 do 20 tysięcy), ograniczono autonomię Kozaków (mogli stacjonować wyłącznie w województwie kijowskim), a Chmielnicki zobowiązał się do zerwania sojuszu z Tatarami. Szlachta i magnaci uzyskali formalne prawo powrotu do swoich majątków na Ukrainie. Kompromis okazał się jednak nietrwały i już w następnym roku wybuchła kolejna wojna.

W 1652 roku Stanisław Lanckoroński otrzymał nominację na wojewodę ruskiego. W czerwcu tego samego roku brał udział w bitwie pod Batohem, często określanej mianem „sarmackiego Katynia”. Służył tam jako pułkownik wojsk koronnych pod ogólnym dowództwem hetmana polnego Marcina Kalinowskiego. Po przegranej bitwie Chmielnicki odkupił niemal wszystkich jeńców z niewoli tatarskiej i kazał ich ściąć, mordując kwiat polskiego rycerstwa — około 5000 doświadczonych żołnierzy, oficerów i szlachty. Lanckoroński uniknął śmierci, gdyż fakt uwięzienia go zatajono przed Chmielnickim, dzięki czemu wkrótce odzyskał wolność. Marcin Kalinowski zginął na polu bitwy.

W 1653 roku Lanckoroński wziął udział w kampanii żwanieckiej. Król poprowadził wojska na Podole, gdzie 35-tysięczna armia zajęła pozycje w ufortyfikowanym obozie pod Żwańcem. Połączone siły kozacko-tatarskie pod dowództwem Chmielnickiego i chana otoczyły Polaków. Zrezygnowano ze szturmu na rzecz oblężenia, które trwało od października do grudnia. W wyniku głodu i siarczystego mrozu w polskim obozie doszło do masowego wymierania ludzi i koni. Ostatecznie to chan Islam III Girej wymusił na Chmielnickim przerwanie oblężenia. Zawarto układ pod Żwańcem, przywracający postanowienia ugody zborowskiej z 1649 roku, a Tatarom wypłacono okup.

Głębokie rozczarowanie postawą Tatarów skłoniło Chmielnickiego do zwrócenia się ku Moskwie. W 1654 roku Kozacy podpisali ugodę w Perejasławiu, poddając Ukrainę pod władzę cara, co bezpośrednio zapoczątkowało wieloletnią wojnę polsko-rosyjską (1654–1667). W tym samym roku Stanisław Lanckoroński został nominowany na hetmana polnego koronnego.

W 1655 roku doszło do bitwy pod Ochmatowem. 30-tysięczne wojsko koronne pod dowództwem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego i hetmana polnego Stanisława Lanckorońskiego, połączone z siłami tatarskimi, zmierzyło się z potężną, około 50-tysięczną armią Bohdana Chmielnickiego i Wasyla Szeremietiewa. Błyskawiczny atak polskiej jazdy rozbił szyki nieprzyjaciela, ale wojska kozacko-rosyjskie zdołały uformować silny, ruchomy tabor. Mróz sięgał wówczas -20 stopni i żołnierze po obu stronach dosłownie zamarzali. Po dwóch dniach oblężenia Chmielnicki przekonał Tatarów do odstąpienia od walki i starcie pozostało nierozstrzygnięte. Obie strony poniosły ogromne straty — zginęło kilka tysięcy żołnierzy.

Parę miesięcy później na osłabioną Rzeczpospolitą spadł kolejny cios — najazd szwedzki („potop”).

Jedna z ostatnich bitew hetmana polnego koronnego Stanisława Lanckorońskiego miała miejsce pod Wojniczem w 1655 roku. Lanckoroński miał wówczas 65 lat. Liczący 6000 żołnierzy oddział polskiej jazdy (głównie husarii) wpadł w zasadzkę przygotowaną przez szwedzkiego króla Karola X Gustawa. Główne siły szwedzkie — dragonia i muszkieterowie — ukryły się w wąwozie, zasypując polską jazdę morderczym ostrzałem. Wkrótce rozpoczęła się okupacja Małopolski.

W 1656 roku Lanckoroński brał udział w trzydniowej bitwie pod Warszawą. Mimo że Polacy musieli ustąpić z pola i na chwilę oddać stolicę, wojska szwedzkie były na tyle wyczerpane, że Karol X Gustaw nie zdołał rozbić polskiej armii i wkrótce sam musiał wycofać się z Mazowsza.

Ostatnią wielką bitwą w życiu Stanisława Lanckorońskiego było starcie pod Chojnicami w 1657 roku. Trudy tej mroźnej, zimowej kampanii, nieustanny stres i wyczerpanie organizmu srodze odbiły się na jego zdrowiu. Wkrótce po wydarzeniach pod Chojnicami ciężko zachorował i przed końcem lutego 1657 roku oddał ducha Bogu we Lwowie. Hetman polny koronny Stanisław Lanckoroński zmarł w wieku 67 lat.