Jan Józef Wedel urodził się w 1874 roku w Warszawie. W 1899 roku zdobył stopień doktora chemii. Wykształcenie uzupełnił naukami technicznymi i inżynieryjnymi. Mówił biegle w językach francuskim, niemieckim i angielskim. Był synem Emila Wedla i wnukiem Karola Wedla — założyciela parowej cukierni (1851 r.), produkującej czekoladę, która podbijała rynek Królestwa Polskiego i całego Cesarstwa Rosyjskiego w XIX wieku. Sukces firmy był tak spektakularny, że Jan Wedel, który odziedziczył przedsiębiorstwo, otworzył w 1931 roku nowatorską, wielką fabrykę na warszawskim Kamionku (przy ul. Zamoyskiego), aby zaspokoić rosnący popyt. Uruchomienie zakładu było wielkim wydarzeniem architektonicznym i technologicznym — obiekt posiadał własne elektrownie oraz najnowocześniejsze maszyny sprowadzane z Europy Zachodniej. Jan Wedel był również wybitnym pionierem socjalnego podejścia do pracownika. Wprowadził m.in. zakładowe żłobek i przedszkole dla dzieci pracownic, płatne urlopy, dom wczasowy w Świdrze, 13. pensję, a nawet gabinet dentystyczny na terenie fabryki.
Jan Wedel zasłynął bohaterstwem i wielkim poświęceniem podczas kampanii wrześniowej w 1939 roku oraz w okresie okupacji niemieckiej. Mimo korzeni rodowych czuł się bezwzględnie Polakiem i stanowczo odmówił współpracy z nazistami.
Gdy we wrześniu 1939 roku Warszawa była bombardowana, a jej mieszkańcy zmagali się z brakiem żywności, Jan Wedel otworzył własne magazyny. Czekoladę, słodycze oraz zapasy cukru i mąki wydawano bezpłatnie żołnierzom Wojska Polskiego, szpitalom oraz głodującym mieszkańcom stolicy. Fabryka przy ulicy Zamoyskiego posiadała solidne podziemia i schrony — podczas oblężenia Warszawy służyła za schronienie setkom cywilów z Pragi.
Niemcy, wiedząc o niemieckim pochodzeniu rodziny (Karol Wedel przybył do Kongresówki z Niemiec), wielokrotnie wywierali nacisk na Jana Wedla, aby podpisał Volkslistę. Status Niemca dałby mu ogromne korzyści majątkowe i gospodarcze. Wedel kategorycznie odmówił, deklarując się jako Polak, co narażało go na represje i utratę kontroli nad zakładem.
W fabryce uruchomiono akcję dożywiania. Przygotowywano posiłki nie tylko dla pracowników, ale także dla ich rodzin, artystów, ludzi kultury oraz pozostałych mieszkańców Warszawy. Wedel wypłacał pensje lub stałe zapomogi finansowe wdowom i rodzinom pracowników, którzy trafili do niewoli, zostali aresztowani lub zginęli. Zatrudniał także fikcyjnie lub na szeregowych stanowiskach polskich intelektualistów, artystów i żołnierzy AK, aby chronić ich przed wywozem na roboty przymusowe do Niemiec lub aresztowaniem (legitymacja pracownicza Wedla dawała tzw. Ausweis, chroniący przed łapanką).
Przedsiębiorca wspierał Armię Krajową i Powstanie Warszawskie — w zakładach potajemnie magazynowano żywność z myślą o podziemiu. Podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku fabryka na Kamionku ponownie dostarczała zapasy żywności i czekolady dla powstańców oraz ludności cywilnej. Gdy Niemcy przejęli kontrolę nad fabryką i nakazali produkcję słodyczy wyłącznie na potrzeby Wehrmachtu, pracownicy za cichym przyzwoleniem kierownictwa prowadzili sabotaż: obniżali wydajność, niszczyli surowce i przemycali gotowe wyroby poza mury fabryki dla polskiego podziemia.
Historia Janusza Wedla po 1945 roku jest jedną z najbardziej gorzkich i symbolicznych tragedii polskiej przedsiębiorczości. Człowiek, który uratował fabrykę przed zniszczeniem przez Niemców, dożywiał warszawiaków i wspierał Armię Krajową, został potraktowany przez władze komunistyczne jako wpadający w niełaskę „wróg ludu” i pozbawiony wszystkiego, na co pracowały trzy pokolenia jego rodziny.
Gdy prawobrzeżna Warszawa (Praga i Kamionek) została wyzwolona spod okupacji niemieckiej jesienią 1944 roku, Janusz Wedel natychmiast wrócił do fabryki przy ulicy Zamoyskiego. Dzięki jego postawie i determinacji pracowników zakład nie został zrabowany ani wysadzony przez wycofujących się Niemców.
Już pod koniec 1944 roku uruchomił produkcję. Z własnych funduszy i zdobytych surowców zaczął wytwarzać słodycze oraz chleb, pomagając żywić powracającą do ruin, wyniszczoną społeczność stołeczną. Pracownicy uwielbiali Wedla – po wojnie załoga witała go jak bohatera.
Nowe władze komunistyczne potrzebowały sprawnie działających zakładów produkujących żywność, ale nie mogły sobie pozwolić na tolerowanie prywatnego kapitału – szczególnie zarządzanego przez bezpartyjnego, niezwykle szanowanego „burżuja”.
W 1945 roku państwo nałożyło na fabrykę zarząd państwowy. Janusz Wedel został formalnie zepchnięty do roli doradcy technicznego, choć w praktyce nadal próbował doglądać produkcji. Sektor prywatny duszono domiarami podatkowymi. Państwo utrudniało Wedlowi przydział surowców (kakao, cukru) i blokowało konta bankowe.
W 1949 roku proces nacjonalizacji dobiegł końca. Januszowi Wedlowi wydano bezwzględny zakaz wstępu na teren fabryki przy ulicy Zamoyskiego. Dozorca, który przez lata witał go w bramie, dostał nakaz niewpuszczania go za próg.
Władze komunistyczne napotkały jednak na niespodziewany problem: siłę marki. Produkty E. Wedel eksportowano do wielu krajów na świecie (m.in. do Wielkiej Brytanii i Francji), a zagraniczni kontrahenci nie chcieli kupować słodyczy od nieznanych, państwowych zakładów.
W 1949 roku zmieniono nazwę firmy na Zakłady Przemysłu Cukierniczego 22 Lipca (na cześć Manifestu PKWN). Ponieważ rynek zagraniczny i polscy konsumenci ignorowali nową nazwę, komuniści byli zmuszeni do absurdalnego kompromisu prawnego – dopisali do nazwy frazę: „22 Lipca (dawniej E. Wedel)”. Ręczny podpis E. Wedel pozostał na opakowaniach i tabliczkach, ponieważ bez niego nikt nie kupował czekolady.
Odebranie fabryki i całorocznego dorobku było dla Janusza Wedla ogromnym ciosem psychicznym i zdrowotnym. Został pozbawiony majątku oraz domu. Mieszkał w skromnym mieszkaniu w Warszawie, schorowany i bez stałych środków do życia.
Dawni pracownicy wspominali, że często przychodził w okolice fabryki na Kamionku. Siadał na ławce w pobliskim parku i wpatrywał się w mury zakładu, z którego kominów unosił się zapach prażonego ziarna kakaowego. Dawni robotnicy przynosili mu tam posiłki i czekoladę.
Janusz Wedel zmarł w 1960 roku w Warszawie. Został pochowany w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie. Na jego pogrzebie zjawiły się tłumy warszawiaków i byłych pracowników.
